Poznajmy Clary. Niczego nie świadomą, młodą dziewczynę, która tak jak każda ma przyjaciela i cichego wielbiciela. Mieszka z matką, ojca nie zna. Gdy po kłótni z Jocelyn idzie do klubu z Simonem, a tam widzi ludzi, których nie powinna. Nie wie, że ma dar, który pozwala jej dostrzec Nocnych Łowców. Młoda Przyziemna nawet nie wie że nim jest. Po niepokojącym telefonie od mamy wraca do domu, ale on jest cały zdewastowany...
Ich zadaniem jest chronić nasz świat przed pasożytami, zwanymi demonami, które podróżują między światami, niszcząc wszystko na swej drodze. Ich zadaniem jest również utrzymanie pokoju między walczącymi mieszkańcami podziemnego świata, krzyżówkami człowieka i demona, znanymi jako wilkołaki, wampiry, czarodzieje i wróżki. W swoich obowiązkach są wspomagani przez tajemniczych Cichych Braci. Cisi Bracia mają zaszyte oczy i usta i rządzą Miastem Kości, nekropolią znajdującą się pod ulicami Manhattanu, w której leżą zmarli Łowcy. Cisi Bracia prowadzą archiwa wszystkich Łowców Cieni, jacy kiedykolwiek żyli. Strzegą również trzech boskich przedmiotów, które anioł Razjel powierzył swoim dzieciom. Jednym z nich jest Miecz. Drugim Lustro. Trzecim Kielich.
Po stwierdzeniu, że Clary jest Nocnym Łowcą wyrusza z innymi na poszukiwanie Kielicha. Nie obędzie się bez walki, ponieważ spotka ich kilka niespodzianek.
Szczerze powiem, że na początku Clary mocno mnie irytowała. Oraz Simon. Zachowywali się jak niedojrzała młodzież. I Valentine. On szczególnie. Najgorzej. Po prostu byłam na niego wściekła podczas czytania. Och...
Od tysięcy lat Cisi Bracia strzegli boskich przedmiotów. I było tak aż do Powstania, wojny domowej, pod przywództwem zbuntowanego Łowcy, Valentine’a, który niemal na zawsze zniszczył tajemny świat Łowców. I mimo że od śmierci Valentine’a minęło wiele lat, rany, jakie zostawił, nigdy się nie zabliźniły. Od Powstania minęło piętnaście lat. Jest upalny sierpień w tętniącym życiem Nowym Jorku. W podziemnym świecie szerzy się wieść, że Valentine powrócił na czele armii wyklętych. A Kielich zaginął…
Ale muszę przyznać, że lektura mi się podobała. Mimo tych kilku postaci nie obyło się bez cytatów.
Szczególnie spodobał mi się Jace. Nie wiem czy to przez jego mroczną przeszłość, czy przez cięte riposty. Po prostu tak jakoś wyszło. Nie zapominajmy o Alecu i Bane. Oni przez to, że są... no po prostu są. To jest ważne. Z jednej strony cieszyłam się, że Clary wybrała Jace'a, ale z drugiej strony denerwowałam się że wybrała Jace'a.
Cassandra Clare stworzyła swój nowy i oryginalny świat, którego raczej nie spotkacie za często. Upchnęła w nim wiele postaci i charakterów, i udało jej się przy tym nie pogubić i utrzymać czytelnika w napięciu. To właśnie ta książka potrafi otworzyć umysł młodego człowieka i obudzić w nim kreatywność. Mogła napisać inne zakończenie, bardziej nudne po którym nie chce już się sięgać po dalszą część, ale wybrała to najlepsze. Takie, które potrafi utrzymać czytelnika w napięciu i zapytaniu co będzie dalej, jak się skończy. Takie, że gdy trafi do rąk czytelnika będzie się cieszył jak dziecko, a po zakończeniu będzie płakał. Tak płakał, bo będzie tęsknił za bohaterami. Tak bardzo, że kupi kolejną. I kolejną.
Oczywiście musiałam sobie narobić spoilerów, ale cóż... I tak nie pamiętam jakie były :D
Nie możesz ratować innych dopóki nie uratujesz siebie.

Uwielbiam "Dary anioła" <3 Do tej pory przeczytałam tylko dwie części, ale już resztę kupiłam i tylko czekam na odrobine czasu :D
OdpowiedzUsuńKocham Jace'a <3